Dzisiaj dwa razy uznano mnie za dziadka Ewuni.
O, wnuczek...
Nnie, to dziewczynka.
... a teraz pojedzie doktór do zgonu. Na razie - cudzego.
Dzisiaj dwa razy uznano mnie za dziadka Ewuni.
O, wnuczek...
Nnie, to dziewczynka.
... a teraz pojedzie doktór do zgonu. Na razie - cudzego.
Kluczu odpowiedzi, bądź dla mnie łaskawy.
Szanowny mózgu, doznaj matematycznego oświecenia jutro o 9:05.
I żeby było po maturze spoko, ciepło, na plaży.
Naprawdę fajna sprawa, obudzić się w Gdańsku przy pięknej pogodzie u Twojego boku. Dość niecodzienna i dość odjechana sprawa:) Jak na maturzystów przystało, postanowiliśmy spędzić dwa dni nad morzem, no bo "jaka to różnica, czy uczymy się tu, czy w Gdańsku?" Eheeee, nauka:)
Czuję się zajebiście, nie boję się matury, jest piękna pogoda, sączę zimne mleko z kawą, za chwilę spotkać się z letnim wydaniem Jesieni, jest genialnie.
Patrzę w lustro i zastanawiam się, za jakie dobre uczynki dostaję tyle od losu. Pytam o to swoje odbicie dzień w dzień. Ono nie odpowiada. Rozkosz zaprowadziła je na Saturn. Siedzi na jego pierścieniu, macha nogami i krzyczy, krzyczy ze szczęścia tak głośno, że aż tutaj je słychać.
Milego wieczoru !
Cztery godziny w robocie, na rękę około 50 złotych (minus dojazd...).
Pacjentów nawet sporo. Jeden z nich - majówkowy turysta, przyszedł tylko po receptę: wziął ze sobą zbyt mały zapas leku. Skoro nie był zapisany do naszej przychodni, za wizytę u mnie musiał zapłacić w rejestracji (a przecież mamy prawo do świadczeń w całej Unii - na warunkach jak tambylcy...).
Po wyjściu pacjenta na moim biurku został kwit, opiewający na 100 złotych.
I nawet bardzo okrągłe. Tylko z czego się tu cieszyć? Że drugiego tyle już nie będzie?
Trzeba posprzątać w ogrodzie. Będzie też okazja, by przyjąć gratulacje od mamy.
... i podziękować rodzicom. Szkoda, że taty już nie mogę uścisnąć. Dopiero teraz wiem, ile cierpliwości dla nas mieli nasi rodzice, kiedy sami byliśmy tacy maleńcy... Ewunia jest wyjątkowo mało problemowym dzieckiem. Uff, byle nie zapeszyć...
... i pierwsza wizyta w gospodzie. Wygląda na to, że piana z tatowego piwa Ewuni smakowała.

Noc z soboty na niedzielę przespaliśmy w trójkę pod gołym niebem, w uroczym miejscu koło Trzyńca. W niedzielę trochę za bardzo się opaliliśmy, tzn. Ewunia.

Piękna sesja, piękne kolory.
Źródło: InStyle, Listopad 2011
Modelka: Gwen Stefani
Fotograf: Michelangelo di Battista
więcej zdjęć
Każdy żyje wedle własnego widzimisię, zatem uprzejmie proszę- nie komentuje mojego, skoro ja mam w czterech literach Twoje :) Nie rozumiem tej tendencji do wpieprzania się we wszystko, co Ciebie nie dotyczy, czy jestem z innej epoki? Żyj jak sobie życzysz, najlepiej szybko, umieraj młodo, bo kto chciałby być staruszkiem? Ja, kurwa, chciałabym być staruszkiem, dożyć sędziwego wieku, siedzieć przy kominku i czytać wnukom bajki. Co za nonsens, skąd ja się urwałam? Marzę o zwykłym, prostym życiu, w którym nie ma kłamstwa, w którym nikogo nie interesuje, czy moja dupa urosła, czy zmalała o trzy centymetry. Marzę o takim życiu, na jakie będę miała ochotę, marzę, że będziesz dzielił ze mną moje ochoty, marzę, że kiedyś będę mieszkać w Warszawie i na cały głos będę wrzeszczeć "Żyję tylko po to, by napierdalać warszawiaków, każdy z Warszawy jest na głowie swej kulawy", będę idealnie pasować do przedstawionego przez Grabaża wizerunku mieszkańca tego pięknego miasta.
Dziś kończę edukację.
Złodziejom powinno się obcinać łapy, na żywca, bez żadnego znieczulenia, a potem wpakować im te brudne łapy w ich brudne dupy.
W sobotę 21.04.2012 w Warszawie w VegeMieście odbyły się potyczki kulinarne w ramach " " organizowanego przez , w których miałam okazję uczestniczyć jako drużyna gotująca :)
Początkowo byłam z lekka zestresowana, pierwszy raz uczestniczyłam w publicznym gotowaniu , gdzie składniki sypałam prosto z opakowania, właściwie bez proporcji, a na ręce patrzył zgromadzony tłum, ale było nieźle:) Był ze mną mój dream- team ;) niegotujący (mąż) i za- dużo- podskakująca (córa), którzy bardzo mi pomogli, niegotujący stwierdził, że lepienie kotletów jest proste (hej!), a córcia cały czas dopominała się o kolejne zadania :) Dzięki, kochani!
Cieszę się ogromnie, że mogłam poznać Karolinę z bloga Temperature i Agatę z Ilovetofu, szefostwo Empatii: Darka Gzyrę i Kasię Biernacką oraz kilka innych fajnych osób, z którymi udało mi się zamienić kilka słów.
Od lewej: Agata z (przygotowała obłędne curry z bananami oraz sałatkę z sałaty, jabłka, prażonego słonecznika i sosu z nerkowców), ja i córa gotowa do działania (przygotowałyśmy kotleciki z kaszy jaglanej, słonecznika, płatków owsianych i ziemniaków oraz sałatkę z kiełków soczewicy, smażonych migdałów i pokrzywy).
Od lewej ekipa (przygotowali tofucznicę) oraz Karolina z (przygotowała mini tortille z 2 dipami: z awokado i pomidorowym, była też sałatka, ale nie znam szczegółów, na pewno były tam kiełki).
Jadłodajnia otwarta! :)
Podgląd do garnka Agaty...
... niestety nie załapałam się nawet na "okruszki" :)
U Karoliny praca wre, miałam ogromną chęć na jej tortille, wyglądały pysznie i fachowo!
Generalnie atmosfera była bardzo sympatyczna, powiedziałabym, że rodzinna i na luzie, w tym ogromna zasługa organizatorów akcji i uczestników oczywiście :) Gdyby ktoś w przyszłym roku zastanawiał się nad wzięciem udziału- bardzo polecam, warto!
Największe uznanie zdobyło bananowe curry Agaty , nie miałam okazji spróbować, ale wyglądało i pachniało wspaniale. Wśród testujących rozlosowane zostały nagrody, każda z blogerek również otrzymała miłe wegańskie upominki :)
Nie zaglądałam do innych torebek, ja otrzymałam: 2 opakowania wędzonego tempehu, tofu naturalne, pastę francuską z tofu, paprykarz z kaszą jaglaną, mleko sojowe, napój kokosowy, cytrusowy płyn do kąpieli, muesli oraz archiwalne numery Vege :)
Na pokazie chciałam przedstawić propozycje sezonowe, takie, których nie było jeszcze na blogu, okres trochę podły, bo nowych warzyw jeszcze nie mam, a starych nie wypada już używać. Zdecydowałam się na kotlety z kaszą jaglaną, robiłam wcześniej podobne z jęczmienną drobną, nie wiem jakich proporcji użyłam na potyczkach, sypałam na oko, ile garnek zabierze ;), ale w domu je odtworzyłam i poniżej przedstawię proporcje. W domu przygotowałam również pieczarki po indyjsku, na akcji ich nie było, szkoda, bo wyszły bardzo smakowite, polecam! Do tego akcent wiosenny: kiełki soczewicy DIY, smażone migdały i młoda pokrzywa w jednej sałatce, ale po kolei.
Kotlety z kaszy jaglanej, słonecznika i płatków
PRZEPIS WEGAŃSKI
Składniki
(na ok 16 małych kotletów)
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 szklanka łuskanego słonecznika
1/2 szklanki płatków owsianych górskich
2 średnie ziemniaki
2 duże ząbki czosnku
sól, pieprz
łyżeczka suszonego majeranku lub innych lubianych ziół (opcja)
olej do smażenia
Wykonanie
Słonecznik płuczę, zalewam wodą, zostawiam na noc. Następnego dnia kaszę przelewam wrzątkiem na sitku z drobnymi oczkami, płuczę, przekładam do garnka, zalewam 1/2 szklanki wody, zagotowuję, dodaję niepełną płaską łyżeczkę soli i łyżeczkę oleju, zmniejszam płomień na mały, kładę pokrywkę i gotuję przez ok 7 min do wygotowania wody, wyłączam gaz i trzymam pod pokrywką ok 10 min. Płatki mielę w blenderze na drobniejsze wiórki (nie na mąkę), przerzucam do kaszy, mieszam tylną stroną drewnianej łyżki, kładę pokrywkę z powrotem. Słonecznik płuczę i mielę w blenderze na "kaszę", dodaję do jaglanki, mieszam, dosmaczam: kolejną niepełną płaską łyżeczką soli, odrobiną zmielonego pieprzu, suszonym majerankiem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Musicie teraz popróbować co można jeszcze dodać do masy: może podsmażoną cebulę, paprykę w proszku itp, wg uznania. Na koniec dodaję obrane starte na tarce o drobnych oczkach (jak na placki) ziemniaki, mieszam. Chwilkę trzeba poczekać, parę minut, masa stężeje, będzie idealnie się lepić, a kotleciki nie rozpadną się podczas smażenia. Dodatek ziemniaków spaja masę, a smażonym kotletom nadaje chrupiącej skórki.
Z masy formuję niewielkie kotleciki, smażę na rozgrzanym na patelni oleju na złoto z obu stron. Warto je po usmażeniu wyłożyć na chwilę na papierowe ręczniki.
Pieczarki po indyjsku
PRZEPIS WEGAŃSKI
Składniki
(dla 4 osób)
ok 1 kg pieczarek /najlepiej drobnych- unikniemy krojenia ;)/
czubata łyżka przyprawy curry w proszku
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
4 łyżki sosu sojowego
1 szklanka mleka kokosowego
3 łyżki oleju
ewentualnie pieprz
Wykonanie
Pieczarki płuczę, czyszczę, odcinam końce trzonków, jeśli są większe- kroimy na pół lub na niezbyt cienkie plasterki.
Na patelni rozgrzewam olej, wsypuję curry, zmniejszam płomień, mieszając podgrzewam ok minuty, dodaję imbir, a po chwili pieczarki, mieszam, ustawiam ogień na średni, kładę pokrywkę i podgrzewam przez ok 8 min, w połowie mieszam. Dodaję sos sojowy, podgrzewam jeszcze pod przykryciem przez ok 3 min, zdejmuję pokrywkę i co jakiś czas mieszając podgrzewam pieczarki aż znaczna część sosu się zredukuje. Dodaję mleko, mieszam, wyłączam gaz. Można dodać nieco pieprzu czy przeciśnięty przez praskę czosnek (ten ostatni- na chwilę przed wyłączeniem gazu).
Kilka słów wstępu odnośnie sałatki:
- soczewicę przed kiełkowaniem moczymy w wodzie przez noc, następnego dnia płuczemy, wrzucamy do kiełkownicy lub na sitko, pamiętamy o regularnym płukaniu ziaren (2- 3 razy dziennie) i odrzucaniu tych o odmiennym kolorze i tych, które nie kiełkują, dzień później powinny pokazać się pierwsze kiełki, można rozpocząć konsumpcję od razu lub kiełkować dalej przez 2- 3 dni w warunkach takich jak do tej pory lub- jeśli chcecie spowolnić kiełkowanie- przez wstawienie do lodówki; do sałatek możecie je parować przez kilka minut, ale jeśli nie używacie często i nie objadacie się tonami, mogą być surowe
- pokrzywę zbieramy w bezdeszczowy dzień, przed południem, możecie zrywać liście w rękawiczkach, ja zakładam jedną na rękę, którą odgarniam lub przytrzymuję rośliny, zrywam gołą ręką, bo tak jest szybciej, a młode pokrzywy nie mają tyle kwasu mrówkowego, który mógłby wyrządzić wielką krzywdę, chyba, że włożycie rękę w zagajnik pokrzywowy ;) przy zrywaniu samych listków nie powinniście się poparzyć
- tak, wiem, smażone migdały ...migdały same w sobie mają w sobie dużo tłuszczu- to prawda, ale dla tego aromatu warto czasami zgrzeszyć ;)
Do dzieła :)
Sałatka z kiełków soczewicy, smażonych migdałów i pokrzywy
PRZEPIS WEGAŃSKI
Składniki
(6 porcji)
2 szklanki kilkudniowych kiełków zielonej soczewicy
1 szklanka migdałów
duża garść młodych liści pokrzywy
2 ząbki czosnku
6 łyżek oleju/ oliwy
2 łyżki soku z cytryny
sól, pieprz
Wykonanie
Pokrzywę zalewam dużą ilością zimnej wody i zostawiam na kilkanaście minut (dzięki temu pozbywamy się nieczystości), przekładam do sitka, przelewam wrzątkiem, następnie chłodną wodą, wyciskam jej nadmiar, liście kroję na mniejsze kawałki.
Migdały miksuję przez chwilę w blenderze by rozpadły się na mniejsze kawałki, można je też zapakować do foliowej torebki i rozbić tłuczkiem lub wałkiem. Na patelni rozgrzewam 4 łyżki oleju, wrzucam migdały, smażę mieszając przez kilka minut, aż uwolnią smakowity aromat, zestawiam z ognia, studzę kilka chwil, przekładam do wypłukanych i wytrząśniętych z nadmiaru wody kiełków.
Do małej miseczki wlewam dwie łyżki oliwy, wciskam przez praskę czosnek i rozcieram go tylną stroną łyżki, dodaję sok z cytryny, mieszam z pokrzywą i łączę z kiełkami, przyprawiam kilkoma szczyptami soli i odrobiną zmielonego pieprzu.
Uffffff, smacznego :)
Nawet gołębiom cokolwiek się dostało :)
